Czy istnieje dieta idealna?

Coraz częściej można usłyszeć o planowaniu idealnej diety. ,,Szytej na miarę!’’ Szczytem jest, kiedy autor załączonego tekstu oświadcza, że liczy makroskładniki co do miligrama, dzięki czemu czołowi brytyjscy crossfiterzy poprawiają rekordy w back squadzie o 20kg w 2 miesiące! Jestem sportowcem od 8 roku życia. Z dużą świadomością wagi treningu, wpływu regeneracji czy diety na wydolność zawodnika, wiem, że liczenie węglowodanów, białka czy tłuszczu w miligramach aby stworzyć „idealną dietę” jest fantasmagorią lub nabuchanym marketingiem rodem z Disneylandu. Czytanie tego tekstu (link na dole) porównałbym do oglądania Gwiezdnych Wojen po choćby 3 latach fizyki w szkole podstawowej lub czytania trillerów prawniczych gdy jest się na aplikacji.. Po prostu to się nie klei.. Z drugiej strony rozważając szybkie postępy zawodników można by jednak zastanowić się czy coś w miligramach liczone nie jest ;).

Czy istnieje idealna dieta? – Oczywiście, że nie. Dlatego, że nie jesteśmy wstanie określić zapotrzebowania kalorycznego nie popełniając nawet małego błędu. Posługujemy się literaturą oraz doświadczeniem, ale błędy zawsze były, są i będą. Błędy robią zawodnicy mierząc produkty żywnościowe. Lekkie zawilgocenie i już parę gram więcej lub mniej tego ryżu/kaszy czy co tam jecie. Ile z tej żywności traci na wartości w trakcie obróbki termicznej? Ile nie zgadza się z tabelami, którymi się posługujemy?

Często piszę klientom – „wyluzuj i traktuj dietę jako pewien wzór bez zbędnego fanatyzmu. Staraj się, ale błędów nie ominiesz”. „Rozpisałem Ci godziny, ale to są jedynie sugestie i jeśli chcesz to możesz zjeść wszystko w 2 posiłkach lub rozbijając na 5 (oprócz białka)” (mam jednego klienta na IF :)).

Powiedzmy sobie jeszcze jedną rzecz szczerze – żadna dieta nie działa bez treningu! Żadne białko czy kretka (kreatyna) nie nabuduje Wam biców bez pracy fizycznej!!! Praca, pot, łzy i lata ADAPTACJI wysiłkowej to podstawa sukcesu.

Dietetyku – nie jesteś autorem sukcesów zawodnika!!!!!!!. Może pomogłeś, a może po prostu nie spieprzyłeś czegoś. Nie byłeś z Nim gdy przegrywał, gdy katował ciężary, gdy płakał z bólu, gdy tracił zdrowie, rozpadał mu się związek, gdy brał kredyt na wyjazd szkoleniowy, nie budziłeś Go gdy nie miał ochoty wstać i pójść na trening. Nie prałeś mu cuchnących ciuchów jak to robiła jego matka przez >10 lat. Nie dewaluuje pracy dietetyka i nie uważam, że powinna być tania. To dużo pracy, czasu i dużo wiedzy. Uważam po prostu, że nie możemy przypisywać sobie czyiś sukcesów, bo mało kto wie przez co Oni (zawodnicy/klienci) przechodzili, żeby być w miejscu, w którym teraz stoją.

Z perspektywy czasu zastanawiam się (przeważnie po alkoholu) gdzie mógłbym zajść mając swoją wiedzę dietetyczną 20 lat temu, gdy byłem zawodnikiem judo, gdy jeździłem po świecie, przygotowując się do kolejnych startów i marząc o Igrzyskach (pamiętajcie że Olimpiada to nie Igrzyska!). Może zaszedłbym dalej? A może nie. Może niektóre sprawy byłyby łatwiejsze.

Pamiętam większość uwag trenerów i to, jak czułem się zaszczycony gdy je mi dawali. Dzięki wielu wygrywałem walki.

Jest mi dzisiaj bardzo miło, gdy klient dziękuje, choćby na fejsie i umieszcza moje nazwisko między trenerami, bo wiem, że moja praca była ważna ale nie porównywalnie mniejsza od ich.

Artykuł jest komentarzem do bredni w brytyjskim magazynie o diecie sportowca: https://www.joe.co.uk/fitness-health/how-british-nutritionist-gave-crossfit-games-athletes-beginners-gains-with-this-revolutionary-food-science-11415